|
"Nasza Polonia" nr 100
|
ESTONIA
|
| Tomasz Teluk
Niepokorni dorpatczycy W 1886 r. podanie o przyjęcie na drugi rok studiów Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu w Dorpacie złożył student Józef Piłsudski. Przyszły Naczelnik Państwa miał za sobą pierwszy rok studiów lekarskich w Charkowie. Prośbę o zmianę uczelni rozpatrzono odmownie. Wkrótce Piłsudski otrzymał pięcioletni wyrok zsyłający go na Syberię i, na szczęście dla Polski, na trwałe pożegnał się z medycyną.
Dziś Tartu to drugie pod względem wielkości miasto Estonii, uznawane za stolicę intelektualną tego niewielkiego państwa. Na tartuskiej uczelni kształcą się przyszli premierzy i ministrowie. Uniwersytet wzbogacił się o nowe pomoce naukowe i wydziały, lecz nie ma już takiego regionalnego oddziaływania jak dawniej. Ulica Wapienna, na której mieszkali kiedyś najbiedniejsi polscy studenci nie zmieniła się wiele od tamtych czasów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wyrwy w bruku są te same od lat. Drewniane chałupy z podmurówką stoją jak stały i może stać będą wiecznie, skoro przetrwały hitlerowców, bolszewików i kapitalizm. Tylko dawnych żaków i polskiej mowy tu brak. Wybitni absolwenci Dorpatczycy byli poważani w środowisku naukowym, kulturalnym i politycznym. Uczelnia była centrum oddziaływania idei liberalnych, silnym ośrodkiem nauk przyrodniczych i medycznych oraz wiecznie bijącym źródłem literatury niemieckiej, rosyjskiej, estońskiej, polskiej, łotewskiej, litewskiej, ormiańskiej, gruzińskiej i żydowskiej. Placówkę rozsławili m.in.laureat nagrody Nobla, twórca podstaw chemii fizycznej Wilhelm Friedrich Ostwald, pionier neurochirurgii Ernst Bergmann, znakomici fizycy i astronomowie. Rusyfikacja zmieniła oblicze uniwersytetu. Naukowców radzieckich skupiła praca nad nowymi technologiami. Wybitne tradycje humanistyczne podtrzymuje tartuska szkoła semiotyki prof. Jurija Lotmana. Polacy od początku powstania Almae Matris Dorpatiensis należeli do czołówki intelektualnej uniwersytetu. Wśród wywodzących się z Tartu 20 wybitnych profesorów medycyny znajdował się Tytus Chałubiński - sława lekarzy polskich XIX wieku. Ojciec Zakopanego, propagator walorów uzdrowiskowych i turystycznych Tatr, ukończył tam studia z zakresu botaniki. Dorpatczykiem był również Tadeusz Dembowski - chirurg ortopeda, działacz społeczny i patriota. Wśród wyróżniających się humanistów należy wymienić najbardziej znanego polskiego filozofa początków XX w. - Wincenta Lutosławskiego. Lutosławski stworzył własny, nieco szalony system filozoficzny, określany jako mesjanizm spirytualistyczno-narodowy. Swoją koncepcję opierał na platońskim idealizmie, wierzył w reinkarnację oraz szczególną rolę polskiego ducha narodowego, któremu przeciwstawiał ducha niemieckiego i ducha żydowskiego. Na trwałe w kartach uczelni zapisał się jej słuchacz, językoznawca, twórca szkoły kazańskiej, Jan Niecisław Ignacy Baudouin de Curtenay, badacz języków słowiańskich, który walczył o równouprawnienie narodów bałtyckich i ich języków (wówczas lektorzy estońskiego i łotewskiego zarabiali mniej niż uniwersyteccy woźni). Jedna z sal historycznego budynku Uniwersytetu w Tartu nosi jego imię. Z Dorpatem związany był także mąż stanu Władysław Raczkiewicz. Działał w studenckim ruchu niepodległościowym. Był jednym z organizatorów i przewodniczących Polskiego Naczelnego Komitetu Wojskowego w Rosji i Związku Wojskowych Polaków. Raczkiewicz już na emigracji 27 września 1939 r. został ostatnim prezydentem II Rzeczpospolitej Studenckie życie Myliłby się ten, kto przypuszczałby, iż żacy zajmowali się tylko nauką. Polscy studenci byli częstymi klientami uczelnianego karceru. Oprócz nadużywania i przemytu napojów wyskokowych, najcięższymi grzechami Polaków były pojedynki na rapiery i pistolety. Pojedynki były formą walki o wpływy w społeczności akademickiej, która w przeważającej części była niemieckojęzyczna. Polacy w wolnych chwilach ćwiczyli się w strzelaniu do celu. Na uczelnianej giełdzie umiejętności uznawani byli za wyborowych strzelców. Wśród rówieśników wzbudzali szacunek surowymi regułami walk, z których wiele zakończyło się śmiercią przeciwników. Życie w Dorpacie było pełne pokus i atrakcji. Studenci wałęsali się po starówce, odwiedzali koncerty, teatry i lokale. Łatwość przelotnych miłostek była ponoć ogromna. Kobiety przyjmowały pieniądze i upominki. Wizyta w domu nierządu kosztowała tyle co obiad, ale niejeden ze studentów przypłacił tę przyjemność zdrowiem. Akademicy byli wprawni w sporządzaniu własnych trunków. Polacy hurtowo pędzili "karboniewiczsznaps" - mieszankę różnej maści likierów i wódki, której wynalazcą był Michał Karboniewicz. Student ów opatentował również "turka": kieliszek araku, żółtko i likier różany, który zwalał z nóg nawet najbardziej wytrwałych. Nic dziwnego, że Polacy mieli opinię hulaków i lekkoduchów. Nieraz wypicie "turka" kończyło się zabawą w Wilhelma Tella (odnotowano przypadek ze skutkiem śmiertelnym). Zdarzyło się, że jeden ze studentów o arystokratycznym pochodzeniu wjechał na pożyczonym koniu do swojego mieszkania na drugim piętrze. Koń odmówił posłuszeństwa i musiał przenocować na zniesionym sianie. Rankiem zejść już nie chciał i musiano rozbierać drewniany budynek przy Ritterstrasse, aby spuścić spętane zwierzę z powrotem na ulicę. Po wykształcenie do Dorpatu Uniwersytet Dorpacki był uczelnią pogranicza. Charakterystyczne dla życia studenckiego tego miasta było tworzenie kręgów towarzyskich na zasadzie podziałów terytorialnych, a nie narodowościowych. Tak więc razem uczyli się i swawolili Polacy i Niemcy z Estonii i Inflant czy Polacy i Rosjanie z Królestwa. Kontakty ze studiów owocowały w życiu dojrzałym i tak wysokie funkcje prezesów Konsystorza w Kościołach protestanckich w Królestwie Polskim sprawowali Niemcy bałtyccy. Natomiast w stacjonującej na ziemiach polskich armii carskiej służbę pełnili Estończycy i Łotysze wyznania luterańskiego. Rodzimym studentom nie powodziło się najlepiej. Mieszkali w ciasnych, wynajmowanych pokojach, przekazywanych przez absolwentów młodszym kolegom. Żywili się w rozmaitych jadłodajniach i garkuchniach. Dla potrzebujących uruchomiono tani kredyt studencki, a ci, którzy przedkładali uroki życia towarzyskiego nad naukę, często ratowali się pożyczką w lombardzie. Polacy należeli do dobrych klientów studenckich instytucji finansowych i honorowo spłacali swe długi. Większość studentów starała się więc nie nadwerężać rodzinnych kieszeni i kończyć studia w terminie. Chociaż i tu zdarzali się zarówno "geniusze", jak i "wieczni studenci". Do rekordzistów uczelni przeszedł były ksiądz katolicki, Kacper Mikulski, któremu opanowanie teologii zajęło rok, po czym przystąpił do końcowych egzaminów. Z kolei niejaki Edward Heinrich studiował teologię przez 49 semestrów. Kiedy koledzy chcieli mu urządzić jubileusz z okazji rozpoczęcia 50 semestru, nieprzewidywalny Heinrich porzucił teologię, przeniósł się na studia ekonomiczne, a potem został nauczycielem religii w Łodzi. Autor korzystał z książki "Uniwersytet w Tartu a Polacy", pod red. Haliny Kosinkowskiej, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1999 NC 10 (549) |
||